Uświadomiłem sobie, że to nie był tylko dziwny gospodarz filmujący gości.
Działo się coś większego.
Patrzyliśmy. Zebrany. Czekał. Nie wróciliśmy. Nawet nie oddzwoniliśmy do gospodarza.
Zamiast tego jechaliśmy trzy godziny do hotelu w mieście, a potem rozbiłem tani telefon, którym zarezerwowałem miejsce.
Zgłosiłem to na policję następnego ranka, ale część mnie zastanawiała się, czy to w ogóle ma znaczenie.
Tej nocy, leżąc bezsennie z żoną obok mnie, uświadomiłem sobie coś: bezpieczeństwo jest kruche.
Ufamy w entuzjastyczne pięciogwiazdkowe recenzje, dopracowane zdjęcia i ładne słowa na ekranie.
Ale czasem mury obiecujące komfort są tylko maską. A czasem migające światło to nie tylko ostrzeżenie. To pułapka.