Zdałem sobie sprawę, że niektóre wspomnienia nie potrzebują fizycznych kotwic. Nie musimy przechowywać każdego bałaganu, by pamiętać uczucie młodości. Jednak lekcja pozostaje taka: ta niechlujna, niedoskonała zabawka nigdy nie polegała na byciu perfekcyjną. Chodziło o czystą zabawę. To było niezaplanowane, niesfotografowane, nieudostępnione. Nie było polubień ani algorytmów, o które trzeba by się martwić. To było tylko dziecko używające małych rączek kształtujących radość z neonowej mazi i małych koralików.
Może dwadzieścia lat temu zakopaliśmy Floam pod półką, ale znalazł sposób, by się odrodzić. Przypomniało nam, że najprostsze rzeczy kryją najgłębszą magię. Czasem najpotężniejsze i najgłębsze maszyny czasu nie są dopracowanymi pamiątkami. Zamiast tego są chrupiące, kruche i czekają w kurzu. Są tam, czekając, by wyszeptać ostatnią wiadomość do naszego dorosłego ja: Pamiętasz, jak lekki kiedyś byłeś?