Westchnęłam dramatycznie. „Dobrze. Ale kupisz dziecku na kolację to, czego zapragnie dziś wieczorem”.
„Zgoda” – zaśmiała się. „Już powiedziałam Malcolmowi, żeby został w domu z Tess”.
Ten szczegół natychmiast przykuł moją uwagę.
Ava nigdy nie była największą fanką Malcolma. Fakt, że wcześniej się z nim umówiła, świadczył o jej determinacji, żeby mnie stamtąd wyciągnąć.
Kiedy wieczorem dotarliśmy do studia, w całym pomieszczeniu panowała energia. Piętnaście kobiet, może więcej.
Śmiech rozbrzmiewał w powietrzu. Kieliszki do wina brzęczały. Rozpryski farby zdobiły stoły wszędzie.
Miało być lekko, oderwaniem od rzeczywistości i obowiązków.
Rozmowa staje się osobista.
Usiedliśmy z pędzlami i paletami farb. Rozmowa naturalnie zeszła na historie porodów.
Niektóre kobiety opowiadały o swoich dramatycznych porodach. Inne powtarzały historie o siostrach, kuzynkach lub nocnych biegach do szpitala.
Wtedy zaczęła mówić jakaś kobieta. Była brunetką o nerwowym usposobieniu i zbyt szerokim uśmiechu, który wydawał się wymuszony.
Opowiedziała historię o tym, jak jej chłopak zostawił ją 4 lipca. Wybiegł, bo jego szwagierka zaczęła rodzić.
„Oglądaliśmy razem film” – powiedziała. „Była prawie północ, kiedy nagle odebrał telefon z informacją, że Olivia rodzi”.
Moje serce zabiło mocniej.
„Cała rodzina pędziła do szpitala. Powiedział, że absolutnie musi tam być”.
Straszny zbieg okoliczności
Tess urodziła się 4 lipca. A ja byłam Olivią.
Ava i ja spojrzeliśmy sobie w oczy ponad stołem.
Zbieg okoliczności, powtarzałem sobie stanowczo. To musiał być po prostu dziwny zbieg okoliczności.
Kobieta nie przestawała mówić, nieświadoma bomby, którą miała zamiar zrzucić.
„Sześć miesięcy później” – kontynuowała – „sama zaczęłam rodzić. I wiecie co? Malcolm zupełnie to przegapił”.
Roześmiała się gorzko. „Powiedział, że nie może wyjść, bo opiekuje się swoją siostrzenicą Tess”.
Zacisnąłem palce na pędzlu, aż zbielały mi kostki.
Prawda zaczyna wychodzić na jaw
Ava pochyliła się w moją stronę i szepnęła z naciskiem: „Jakie jest na to prawdopodobieństwo?”
Mój głos był cichszy i bardziej drżący, niż się spodziewałam. „Twój chłopak ma na imię Malcolm?”
Kobieta skinęła głową.