Wczesnym rankiem panuje cisza i spokój. Z filiżanką kawy wyszedłem na zewnątrz, by rozkoszować się ciszą. Ogród wyglądał znajomo – ptaki na drzewach, trawa delikatnie poruszana wiatrem – aż coś niezwykłego przykuło moją uwagę.
Jaskrawopomarańczowy przedłużacz ciągnął się po trawniku. Jeden koniec był podłączony do mojego gniazdka na zewnątrz, drugi biegł prosto do garażu sąsiada. Z początku założyłem, że musi być jakieś proste wytłumaczenie.
Ale im dłużej patrzyłem, tym bardziej czułem się nieswojo. Nie chodziło o sam prąd, ale o założenie, które za nim stało. Mój sąsiad i ja byliśmy przyjacielscy, ale nigdy nie rozmawialiśmy o dzieleniu się mediami.
Próbowałem to ignorować, powtarzając sobie, że nie warto się kłócić. Mimo to każde spojrzenie na zewnątrz przypominało mi, że granica została przekroczona bez słowa.
Po południu postanowiłem się tym zająć. Spokojnie zapytałem sąsiada, czy wie, że kabel jest podłączony do mojego gniazdka. Zignorował to, traktując to jako drobnostkę.