
Domek na wzgórzu
Pchany mieszaniną ciekawości i cichego żalu, jeszcze tego samego popołudnia stanąłem przed tym adresem. Doprowadziło mnie to do małego domku ukrytego na skraju wzgórza, otoczonego polnymi kwiatami, które najwyraźniej pozostawiono, by rosły, jak im się podoba. Kiedy otworzyłem drzwi kluczem z koperty, powitał mnie znajomy zapach lawendy – ulubiony zapach mojej matki, zapach, który unosił się w każdym pokoju, jaki kiedykolwiek zajmowała.
Na stole w środku leżał odręcznie napisany list. Napisała w nim, że choć przez lata mnóstwo osób interesowało się jej pieniędzmi, to ja zawsze dbałem o nią . Powiedziała mi, że ten domek był jej prawdziwym skarbem – jedynym miejscem, w którym odnalazła prawdziwy spokój – i że ma nadzieję, że stanie się on początkiem czegoś nowego również dla mnie. Na samym końcu listu, ostatnia linijka: Spójrz w ogród.