Dla dominikańskiej publiczności, która jest przyzwyczajona do ciągłego konsumowania informacji w mediach społecznościowych, tego typu treści są łatwo przyswajane. Jest udostępniany bez weryfikacji, jest przedmiotem namiętnych dyskusji i staje się “prawdą” przez proste powtórzenie. Ale sedno sprawy są takie: informacje nie są prawdziwe tylko dlatego, że stają się viralem.
Pałac Miraflores nie wydał żadnego oświadczenia potwierdzającego aresztowanie. Maduro nadal pojawia się na oficjalnych wydarzeniach, transmisjach i spotkaniach, zaprzeczając plotkom o rzekomym zatrzymaniu. Mimo to mit ten trwa, podsycany przez strony internetowe szukające kliknięć i wyświetleń za wszelką cenę.
To zjawisko daje nam jasną lekcję: dziś dezinformacja rozprzestrzenia się szybciej niż prawda. Sensacyjny nagłówek jest wart więcej niż udowodniony fakt. A jeśli chodzi o kontrowersyjne postacie, takie jak Nicolás Maduro, teren jest jeszcze bardziej sprzyjający manipulacji.
Nie chodzi o obronę czy atakowanie kogokolwiek. Chodzi o zrozumienie, że przypisywanie “ostatnich słów” osobie niepojmanej jest równoznaczne z konstruowaniem fałszywej narracji, niezależnie od tego, jak wiarygodna czy fascynująca się może wydawać. Jakościowe dziennikarstwo nie działa w ten sposób, a my, czytelnicy, również mamy odpowiedzialność.