posąg słonia
źródło: Pexels
Ale… to nie jest tylko kwestia Chin. Ani „Feng Shui”.
Słonie pojawiają się wszędzie. Nie dosłownie, oczywiście, ale symbolicznie. Zwłaszcza w Indiach – na przykład bóg Ganesha ma głowę słonia. On usuwa przeszkody. Wielka energia mądrości. To właśnie taki facet, którego chciałbyś mieć pod opieką, gdybyś, powiedzmy, miał bałagan w życiu i miał nadzieję, że twój ganek go naprawi.
I nawet w miejscach bez żadnych duchowych powiązań, słonie po prostu dźwigają ten ciężar. Nie tylko dlatego, że są ogromne. Są spokojne. Cierpliwe. Wyglądają, jakby coś widziały. I wierzysz, że wszystko pamiętają. Nie mam pojęcia, czy to prawda, czy po prostu wszyscy tak myśleliśmy, ale… to się trzyma.
Ludzie im ufają. Nie w sensie „pomóż mi się ruszyć”, ale w głębokim, symbolicznym sensie: „to zwierzę ma głębię emocjonalną”. Jak terapeuta z kłami.
Poza tym to teraz dekoracja. Nie udawajmy, że nie.
Ale tak, oczywiście, dla wielu ludzi to po prostu… słoń. Można go kupić w Targecie. Są wszędzie. Malutkie. Złote. Minimalistyczne szare. Stał się jednym z tych designerskich gadżetów, które ludzie biorą, nie wiedząc tak naprawdę dlaczego, tylko dlatego, że „czują się dobrze”. Coś, co dodajesz do koszyka razem z poduszkami i świeczką, której nigdy nie zapalisz.
I w porządku. Żadnego cienia. Nie wszystko musi być święte. Czasami po prostu myślisz: „Dzięki temu mój ganek jest mniej smutny”. To wystarczający powód.
Ale potem masz posąg, który być może przypadkowo przekazuje starożytne zasady energii, a twój dom jest teraz chroniony przed demonami, a ty nawet nie chciałeś tego zrobić. Ups.
Co to właściwie znaczy? Nie wiem. Ale trochę wiem.
To znaczy… to pewnie zależy, prawda? Na przykład, kto to tam położył, co sobie myślał – jeśli w ogóle myślał – i w którą stronę to w ogóle jest zwrócone. Może to na szczęście, może ochrona. Może czyjaś babcia powiedziała: „Musisz to mieć przy drzwiach”, a oni się nie sprzeciwili. Albo może po prostu było w promocji i wyglądało na wystarczająco ciężkie, żeby się nie przewrócić na wietrze. Serio? Może cokolwiek.
Ale to jest ta fajna część? Nie musi to mieć sensu. Czuje się , jakby miało znaczenie. Jakby słoń po prostu… jakoś go przytrzymywał. Nawet jeśli jest trochę krzywy albo wepchnięty za martwą paproć, wciąż tam jest, wykonując swoją cichą robotę. Albo po prostu istnieje. Co szczerze mówiąc, może wystarczyć.
No więc tak. Następnym razem, gdy go zobaczysz – nie myśl tylko: „O, słodziak”. Albo tak, ale może zatrzymaj się na chwilę. Ta figurka ma swoją historię. Przeszła przez imperia, religie, werandę babci i Etsy. A teraz stoi tutaj, przed czyimiś drzwiami, wykonując swoją cichą robotę.
A może po prostu tam stoi. I patrzy. Kto wie.