Wychowywanie nastolatków niesie ze sobą niespodzianki, niektóre zachwycające, inne dezorientujące. Pewnego wieczoru, sprzątając pokój mojego 16-letniego syna, natknęłam się na mały biały patyk. Nie przypominał niczego, co znałam, i na chwilę zamarłam, niepewna, czy go o to zapytać.
Na pierwszy rzut oka wyglądał jak miniaturowy dysk USB albo element ładowarki. Jego biała plastikowa obudowa, niewielkie rozmiary i wydłużony kształt wydawały się całkiem niewinne. Ale gdy przyjrzałem mu się bliżej, zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak. Nie było metalowej wtyczki, przycisków, portów ani etykiet – tylko gładka plastikowa obudowa, zaślepka na spodzie i maleńkie perforowane otwory u góry.

Obracałam go w dłoni, zaskoczona. Czy to może być szkolny gadżet? Malutki elektroniczny gadżet? Przyrząd do makijażu? A może coś zupełnie innego, o czym nie chciałam wiedzieć? Im dłużej go trzymałam, tym bardziej szalała moja wyobraźnia.
Prawie zapytałem go wprost. Ale pytanie nastolatka: „Co to jest?” może prowadzić do niezręcznych sytuacji, których nie chciałem zgłębiać. Zamiast tego zrobiłem to, co zrobiłby wielu ostrożnych rodziców – zrobiłem zdjęcie i najpierw spróbowałem sam zidentyfikować.
Po godzinach poszukiwań w końcu znalazłem odpowiedź: to był inhalator do nosa Vicks Stick , znany również jako VapoInhaler . Nie USB. Nie waporyzator. Nie gadżet. Po prostu mały, przenośny inhalator do nosa, stosowany w celu łagodzenia przekrwienia, zablokowanych zatok lub podrażnienia dróg nosowych.