Kiedy poznałem moją obecną żonę, miała trzyletnią córeczkę i pamiętam, że zastanawiałem się, jak w ogóle odnajdę się w ich świecie. Nie wiedziałem jeszcze, że jedno słowo, wypowiedziane naturalnie przez czterolatkę, której nigdy nie trzeba było pytać, nauczy mnie wszystkiego, co muszę wiedzieć o tym, czym tak naprawdę jest ojcostwo.
Część pierwsza: Słowo, którego nigdy nie musiała się uczyć
Nigdy jej nie prosiłem, żeby tak do mnie mówiła. Stało się to samo z siebie, jak to zwykle bywa z najprawdziwszymi rzeczami. Kiedy miała cztery lata, zaczęła nazywać mnie „tatusiem” i wyszło jej to tak naturalnie, bez wahania, że prawie całkowicie przegapiłem ciężar tej chwili. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, dogłębnie, że miłość nie potrzebuje biologii, żeby być prawdziwa. Nie potrzebuje krwi, żeby być głęboka.
