Przypomnieli mi, czym naprawdę jest ojcostwo, pod wszystkim, co ludzie o nim mówią. To bycie tam. Stałe i niezawodne, stawianie się w ten sam sposób za każdym razem, bez względu na powód.

Tamta noc utwierdziła mnie w czymś, w co wierzyłem już wcześniej, zanim jeszcze zdążyłem to ubrać w słowa – że bycie ojcem to kwestia miłości, zaangażowania i wyboru, odnawianego każdego dnia, a nie raz ustalonego i zapomnianego. Każda podróż samochodem. Każda cicha rozmowa, która nie musi prowadzić do niczego konkretnego. Każda mała, wspólna, niczym nie wyróżniająca się chwila. Wszystkie one mają znaczenie i wszystkie składają się na coś.
Ponieważ ją wybrałem i wybieram ją każdego dnia bez wyjątku, nazywa mnie swoim tatą. I co równie ważne, na swój sposób, w swoim własnym tempie, wybrała też mnie.