Soboty się zmieniły
Od tamtego dnia soboty są inne.
Marc zawsze przychodzi o 14:00.
Ale teraz…
Ja też idę.
Czasem z dziećmi.
Siedzimy przy grobie.
Mówimy o Sarah.
Opowiadamy wspomnienia.
Śmiejemy się.
A czasem…
Płaczemy.
Ale jedno jest pewne.
Tajemniczy motocyklista, którego ze złością obserwowałem przez sześć miesięcy…
stał się częścią naszej rodziny.
A w każdą sobotę, gdy Harley zatrzymuje się przed cmentarzem…
Już nie widzę obcego.
Widzę tylko brata mojej żony.
Która, podobnie jak ja, nie chce zapomnieć, jaką niezwykłą kobietą była.