Gdy Ettore położył pysk na jego dłoni, Carlo jęknął w milczeniu. Potem wyszeptał: “Wiedziałem, że na mnie czeka.”
Ettore położył głowę na kolanach i pozostał tam, wreszcie na swoim miejscu. Od tego dnia przyprowadzałem go z powrotem i zabierałem do Carlo, kiedy tylko mogłem. Zawsze dzieje się to samo: drżąca dłoń uspokaja się, twarz rozjaśnia się, a ten ślepy pies bez wahania odnajduje mężczyznę, do którego należy.
W schronisku nauczyłam się, że zwierzęta nie kłamią. Jeśli się boją, to widać. Jeśli cierpią, odczuwamy to. A kiedy kochają, kochają całym sercem. Ettore nauczył mnie też czegoś jeszcze: bycie porzuconym gdzieś nie oznacza, że nie byłeś kochany. Czasem po prostu oznacza, że ktoś nie ma już siły, by trzymać się tego, co kocha najbardziej.
Dziś często myślę, że są istoty, które bez słowa dotrzymują swoich obietnic lepiej niż większość ludzi. A czasem ratowanie psa oznacza przywrócenie odrobiny godności sercu osoby, która kochała go przez całe życie.
Ostatecznie ta historia opowiada o lojalności, kruchości i miłości, która jest dostrzegana nawet wtedy, gdy reszta świata się zmienia.