Kucaliśmy wokół otwartego piekarnika, jakby to było miejsce zbrodni. To urządzenie miało rozmiar kciuka, w niektórych miejscach dziwnie gładkie, w innych postrzępione, z cienkim metalicznym grzbietem przebiegającym przez niego. Ktoś mruknął, że wygląda jak fragment rozbitego drona. Inny przysięgał, że to musi być część rozbitego naczynia. Ale im dłużej się wpatrywaliśmy, tym bardziej to było niepokojące: to nie tylko tam leżało, przetrwało coś.
Znalezione w piekarniku po ugotowaniu kolacji na Święto Dziękczynienia…