Moi rodzice nie krzyczeli, gdy dali mi ultimatum. Nigdy nie musiały. Mój ojciec mówił tak, jak zamykał transakcje — spokojnie, precyzyjnie, ostatecznie. “Żenij się do trzydziestu jeden lat,” powiedział przy kolacji, wpatrując się w talerz, “albo wypadniesz z testamentu.” Moja mama nie drgnęła. Po prostu poprawiła kieliszek wina i uśmiechnęła się tym wyćwiczonym uśmiechem — tym, który oznaczał, że wszystko dzieje się dokładnie tak, jak zamierzała. Takie było moje życie: wypolerowane, kontrolowane, wyreżyserowane. Nie wychowano mnie na syna. Wychowano mnie na ich odbicie. A teraz, najwyraźniej, męża. Starałem się grać w tę grę. Uczestniczyłem…
Poślubiłem kelnerkę mimo moich wymagających rodziców – w noc poślubną uśmiechnęła mnie, mówiąc: ‘Obiecaj, że nie będziesz krzyczeć, gdy ci to pokażę’