Stałem jak sparaliżowany na skraju ganku, wpatrując się w dziwną rzecz, na wpół zakopaną pod luźną drewnianą deską. Na pierwszy rzut oka nie wyglądała nawet na prawdziwą. Była spuchnięta, bladoróżowa i błyszczała w słabym popołudniowym świetle w sposób, który natychmiast sprawił, że poczułem ucisk w żołądku. Mój umysł analizował każdą straszliwą możliwość, zanim logika zdążyła wtrącić się do moich rozważań. Wyglądała niepokojąco żywo, jak coś, co nie powinno rosnąć pod moim domem.
Przez kilka długich sekund nie mogłem się ruszyć. Każdy instynkt podpowiadał mi, żebym się cofnął i udawał, że nigdy tego nie widziałem. Ale ciekawość połączona ze strachem ma dziwną moc nad ludźmi. W końcu chwyciłem telefon i powoli wcisnąłem się bliżej, centymetr po centymetrze, a każdy krok przyprawiał mnie o dreszcze. Im bliżej byłem, tym gorzej to wyglądało. Powierzchnia wydawała się miękka i mięsista, niemal pulsująca pod brudem i wilgocią. Moja wyobraźnia natychmiast podążyła w stronę pasożytów, jaj lub jakiejś przerażającej plagi czekającej na wybuch.
Próbując się uspokoić, zrobiłem drżące zdjęcie i wysłałem je bratu, mając nadzieję, że od razu je rozpozna i wyśmieje moją przesadę. Zamiast tego, jego odpowiedź pojawiła się kilka sekund później:
Co to w ogóle jest?
Ta jedna wiadomość całkowicie zniszczyła resztki otuchy.