dziś pisanie tych słów wydaje się nierealne, jakbym opowiadał czyjeś życie. A jednak to była moja. W wieku siedemdziesięciu pięciu lat w końcu uświadomiłem sobie prawdę, którą przez dekady spychałem: dusiłem się. Julien i ja zbudowaliśmy nienaganne życie, pawilon, który zawsze był nienaganny, dzieci, które dorosły, z nawykami twardymi jak kamień. W oczach innych byliśmy doskonałym przykładem długowieczności małżeństwa. Ale gdzieś po drodze się zgubiłem.
Stopniowe zanikanie za drugim
Julien nie był okrutny. To właśnie utrudniało wyjaśnienie wszystkiego. Był po prostu przekonany, że wie, co jest lepsze: pora kolacji, kolor zasłon, co powinnam założyć, co zamówić w restauracji.
“Nie lubisz ostrych potraw, pamiętasz?”