Po podpisaniu prawnik zaproponował nam kawę na zakończenie procedury. W tym ciepłym miejscu przez chwilę myślałem, że koniec będzie słodki, aż Julien znów zamówił dla mnie. Coś się zepsuło.
“Nie,” powiedziałem. Sama zdecyduję. Właśnie dlatego odchodzę.
Wstałem i wyszedłem.
Telefon, którego się nie spodziewałem
Następnego dnia zadzwonił. Nie odpowiedziałam. Wtedy prawnik przypomniał sobie: Julien miał ogromny udar. Przeżył, ale mówił z trudem, a jego przyszłość pozostawała niepewna. Nie poszedłem go od razu odwiedzić. Bałem się. Bałam się wrócić do życia, które właśnie opuściłam. Tydzień później przyszedł list, napisany niezdarnym i bolesnym pismem.
List, potem inne spotkanie