Będę szczery. Gdybym znalazł dziwny przedmiot wiszący na strychu i przykryty izolacją, założyłbym najgorsze. Nie „stracimy rozum” (jak w nawiedzonych domach), ale zdecydowanie „nigdy więcej tego nie tknę”. Wyobraź sobie odkrycie czegoś nieoczekiwanego, na przykład świątecznego żyrandola na strychu – to sprawiłoby, że ta chwila stałaby się jeszcze dziwniejsza.
Dlatego właśnie tak bardzo spodobała mi się ta historia.
Po pierwsze, ten strychowy żyrandol świąteczny wyglądał, jakby składał się tylko z wiązek kabli, mnóstwa puchatych rzeczy (puchu), odrobiny cekinów i różnych ozdób. A ponieważ na strychach zawsze znajdujemy sposób, by wszystko postrzegać jako nieco upiorne, pudełko może wyglądać przerażająco. Płaszcz może wyglądać, jakby w środku siedział duch. Nawet ręcznie robiona ozdoba może sprawiać wrażenie, jakby trzeba było się od niej bardzo powoli odsunąć.
Ale potem wróciły wspomnienia.
To wcale nie był jakiś dziwaczny, strychowy gadżet. To był ręcznie robiony, świąteczny żyrandol na strych, wykonany z drucianych wieszaków na ubrania. Płaskie części były połączone drutem, a haki były skierowane na zewnątrz od połączeń. Do tych haczyków przymocowano różne ozdoby. Pośrodku całości znajdowały się anielskie włosy. Po połączeniu wszystkiego i przymocowaniu haka do zawieszenia go pod sufitem, cały żyrandol był udekorowany na Boże Narodzenie.
Uważam, że to jest po prostu cudowne.