Kiedy moja najlepsza przyjaciółka Mia nalegała, żeby umówić mnie z przyjacielem swojego chłopaka, wahałam się. Randki w ciemno nie były w moim stylu, ale obiecała, że jest uprzejmy i godny zaufania. Miał na imię Eric i od pierwszych wiadomości wydawał się szczerze zainteresowany – przemyślane pytania, pełne zdania, nic nachalnego. Po tygodniu rozmów zaproponował kolację w znanej włoskiej restauracji w centrum miasta.
Randka rozpoczęła się bezproblemowo. Eric przybył wcześniej z bukietem róż, ubrany elegancko i zachowując się niemal staromodnie, ale w uroczy sposób. Odsunął mi krzesło, pochwalił moją sukienkę, a nawet dał mi mały, grawerowany brelok. Rozmowa przy kolacji płynęła swobodnie, poruszając tematy podróży, pracy i niezręcznych historii randek.
Kiedy przyszedł rachunek, machnął na mnie pewnym ruchem: „Mężczyzna płaci na pierwszej randce”. Brzmiało to dość tradycyjnie, ale nie alarmująco. Potem odprowadził mnie do samochodu i czekał, aż odjadę. Wieczór zapowiadał się obiecująco.