Położyłem koszyk na stole i zmusiłem się do ruchu.
Była tam torba na pieluchy, mleko w proszku, dwie piżamy i chusteczki. Osoba, która ją przyprowadziła, nie uciekła przed nią. Wszystko zaplanowała.
Dziecko dalej wpatrywało się w scenę, wyglądając poważnie jak mały sędzia.
Dotknąłem kurtki ponownie. Lewy nadgarstek wciąż był postrzępiony, tam gdzie Jennifer kiedyś podgryzała, gdy była zestresowana.
Wsunąłem rękę do kieszeni.
Papier. Puls mi walił, aż kręciło mi się w głowie. Powoli rozłożyłem banknot, gładząc go obiema rękami.
“Jodi,
Nazywam się Andy. Wiem, że to okropny sposób na robienie rzeczy, ale nie widzę innego wyjścia.
To jest Hope. To córka Jennifer. Jest też moja.
Jen zawsze mówiła, że jeśli coś jej się stanie, Hope musi być przy tobie. Trzymała tę kurtkę przez te wszystkie lata. Mówiła, że to ostatni kawałek domu, z którego się zrezygnowała.
Przepraszam.
Są rzeczy, których nie wiesz. Rzeczy, które Paul przed tobą ukrywał.
Wrócę, żeby wszystko ci wyjaśnić.