O drugiej nad ranem wróciłem do restauracji, bo miesięczne raty kredytu hipotecznego nie przejmują się tragediami.
Przyniosłem Hope, bo Denise powiedziała mi, żebym nie zostawiał jej z nikim, komu nie ufam, a lista osób, którym ufam, stała się bardzo krótka.
Moja szefowa, Lena, spojrzała na nosidełko za klatką i powiedziała: “Masz dokładnie trzydzieści sekund, żeby powiedzieć mi, co się stało.”
Powiedziałam mu już wystarczająco.
Położyła rękę na piersi. “Jodi.”
Przełknąłem ślinę. “Wiem.”
Dzwonek nad drzwiami restauracji zadzwonił około czwartej.
Podawałam kawę kierowcy ciężarówki w domku numer sześć, a Hope spała w nosidełku obok wystawy z ciastami, gdy go zobaczyłam.
Andy był młody, może dwadzieścia trzy czy dwadzieścia cztery lata, ale żałoba zaczynała go starzeć, sprawiając, że wyglądał na niedokończonego. Stał tuż przy wejściu, trzymając w ręku czapkę z daszkiem.
Jego wzrok najpierw padł na Hope. Potem na mnie.
“Cześć Jodi,” powiedział.
Wszystkie nerwy w moim ciele zareagowały zanim usta w ogóle zareagowały.
“Kto pyta?”