Była skierowana do gałęzi.
Uderzenie.
Brutalny.
Gałęzie ugięły się jedna po drugiej, łagodząc jego upadek. Jego ciało uderzyło o ziemię w brutalnym przewrótie, zapierając mu dech, ale nie wolę.
Przez chwilę pozostała nieruchoma.
Potem dwa.
Deszcz wciąż padał.
Świat się kręcił.
Ale ona… żyła.
Nad głową helikopter zawrócił.
Za późno.
Maya powoli wstała, krew mieszała się z deszczem na jej twarzy.
Jego wzrok był uniesiony ku niebu.
“Zła decyzja,” wymamrotała.
Kilka godzin później…
Syreny się zaczęły.
Nie te lokalnej policji.
Te z drużyn specjalnych.
Te, które słyszysz tylko, gdy dzieje się coś bardzo poważnego… albo bardzo ważnego… dzieje się.
W pokoju dowodzenia ekrany rozświetlały się jeden po drugim.
“Mamy sygnał.”
“Skąd?”
— Kod Reyes.
Cisza.
Potem rozkaz.
“Aktywuj wszystko.”
Na ziemi Maya już robiła postępy.
Lekko kulejąc.
Ale zdeterminowany.
Znała tych mężczyzn.
Ich nawyki.
Ich błędy.
Ich wady.
Bo to ona ich szkoliła.
A teraz…
Zamierzała je złamać.
Jeden po drugim.
Gdy zrozumieli, kim naprawdę jest… było już za późno.
Łączność została przerwana.
Pojazdy zostały unieszkodliwione.
Broń… zwróciła się przeciwko nim.
Nie z zemsty.
Ale dla precyzji.
Każdy ruch był przemyślany.
Każda decyzja… nieodwracalna.
O świcie burza ustąpiła.
Cisza powróciła.
A z nim…
Więcej przeczytaj na następnej stronie>>