“Nie rób tego.”
“Czy wiedziałeś, że żyje? Że odeszła, by żyć swoim życiem? Że poszła dołączyć do ukochanej? »
“Jodi… »
“Wiedziałeś, Paul?”
Obudziła się nadzieja. Odbiłem ją o ramię.
Paul pocierał szczękę. “Dzwoniła do mnie raz.”
Przez chwilę zaniemówiłem.
“Co?!”
Wyglądał na wściekłego, co oznaczało, że miał plecy oparte o ścianę. “Kilka miesięcy po jej wyjeździe powiedziała, że jest z Andym. Powiedziała, że wszystko z nią w porządku. »
“I pozwoliłeś mi wierzyć, że nie żyje. Kazałeś mi opłakiwać moje dziecko, bo nie wróci. »
“Podjęła decyzję, Jodi. Nie karz mnie za jej decyzję. »
Hope wydała z siebie cichy krzyk, co w pewnym sensie tylko pogorszyło sprawę. Kołyszałem się mechanicznie razem z nią, głaszcząc ją po plecach powolnymi, okrężnymi ruchami.
“Przez pięć lat mówiłeś mi, że nie mamy odpowiedzi.”
“Powiedziałem jej, że jeśli wróci, wróci sama,” odparł oschle. “Miała szesnaście lat, wkrótce siedemnaście. Nie wiedziała, co robi. Chciała zmarnować życie dla ucznia, który rzucił szkołę i nie miał przyszłości. Co miałem zrobić? Zachęcić ją? »
“Nie,” powiedziałem. “Wolisz mieć rację niż wiedzieć, że była w domu, nawet jeśli kosztuje nas to córkę.”
Amber pojawiła się na progu. “Paul… »
Nawet na nią nie spojrzałem. “Tutaj, nie wolno ci mówić ani słowa.”