Uwielbiam dobre kryminały ogrodowe.
Niezbyt poważna sprawa. Nie potrzebuję kości pod patio ani przeklętego pudełka za szopą. Ale daj mi dziwną grudkę w ziemi, a jestem uzależniony.
Ta zagadka zakopanych ozdób ogrodowych zaczęła się od dwóch okrągłych, nierównych przedmiotów leżących w ziemi. Wyglądały częściowo na naturalne, a częściowo na dzieło człowieka, co jest najgorszym rodzajem zagadki ogrodowej. Zbyt dziwne, by je zignorować. Zbyt błotniste, by je zidentyfikować.
Na początku myślałem, że to mogą być grzyby. Potem, przez jedną głupią chwilę, pomyślałem o kokosach. Ogrody tak z tobą robią. Znajdujesz jeden dziwny przedmiot i nagle twój mózg zaczyna analizować wszelkie możliwe wyjaśnienia.
A potem odpowiedź okazała się lepsza.
To były jeże.
Początek tajemnicy zakopanej ozdoby ogrodowej
Pierwszą wskazówką była faktura.
Na wszystkich obiektach znajdowały się małe wypukłości. Gleba pokrywała większość powierzchni, ale wzór wciąż był widoczny. W pobliżu biegły korzenie, ale żaden z nich nie wydawał się być przyczepiony. To sprawiło, że poczuli się jeszcze dziwniej.
Nie wyglądały na świeżo posadzone. Wyglądały na osiadłe. Zapomniane. Jakby czekały cicho pod ziemią od lat.
Powierzchnia też wydawała się twarda. Prawie sztuczna. Ale stare grzyby potrafią oszukać. Niektóre grzyby przypominające purchawki wysychają i stają się twarde, chrupiące i dziwnie sztucznie wyglądają.
Więc hipoteza o grzybie nie była absurdalna.
Dziwne przypuszczenie, owszem. Ale nie śmieszne.